Heros

Heros

sobota, 9 kwietnia 2016

Kastracja - jak to wyglądało u nas?

Część z Was już pewnie wie, że Heros niedawno został wykastrowany :) Dziś kilka słów o tym, co myślę o kastracji, o samym zabiegu oraz o tym jak Heros zniósł ostatni okres czasu.

Decyzja o kastracji zapadła już dawno temu, jeszcze zanim Heros pojawił się w moim domu. Wiedziałam po prostu, że jednym z wymogów adopcji psa, będzie jego kastracja w odpowiednim wieku :) Umowa adopcyjna zobowiązuje mnie do zrobienia tego zanim pies skończy 1,5 roku. Długo zastanawiałam się nad odpowiednim momentem na zabieg, chciałam aby Heros skończył rok i żebym miała przynajmniej tydzień wolnego, aby w 100% poświęcić mu swój czas. Ostatecznie zdecydowałam się na zabieg w wieku 14 miesięcy, w okresie świątecznym - w czasie kiedy miałam wolne i mieliśmy możliwość przebywania u moich rodziców na wsi, w ciszy i spokoju :)

Niezadowolony Heros pierwszego poranka po zabiegu. 

A co jeśli do kastracji nie zobowiązywałaby mnie żadna umowa? Prawdopodobnie i tak zdecydowałabym się na zabieg. Myślę, że zrezygnowałabym z niego jedynie mając psa rasowego, biorącego udział w wystawach lub gdyby nie pozwalał na to jego stan zdrowia. Kastracja to spora ingerencja w organizm niosąca pewne ryzyko (jak każdy, nawet najmniejszy zabieg chirurgiczny) jednak mający dużo korzyści zdrowotnych. Są także minusy, dlatego decyzja powinna być starannie przemyślana. Dla zainteresowanych polecam np. TEN i TEN artykuł lub rozmowę z weterynarzem :) Oprócz zdrowotnych są też inne, bardzo duże korzyści kastracji, zarówno dla właściciela jak i psa. Przede wszystkim, mając wykastrowanego psa mamy pewność, że nie przyczyni się on do powiększania populacji bezdomnych zwierząt... To dla mnie bardzo ważne, ponieważ działam na co dzień w fundacji pomagającej psom i kotom w potrzebie i wiem, że problem jest bardzo duży :( Nawet będąc odpowiedzialnym właścicielem i mając posłusznego, wychowanego psa lub suczkę może zdarzyć się "wypadek". Druga sprawa to wygoda dnia codziennego - wąchanie i lizanie śladów cieczkujących suczek przez psa jest irytujące, a niektóre psy są przy tym bardzo niespokojne, pobudzone, szczekają lub uciekają, co może być niebezpieczne i skończyć się zaginięciem lub nawet śmiercią. Myślę, że dla samego psa też jest to trudne - może być rozdarty pomiędzy tym, do czego "namawia" go instynkt, a czego tak na prawdę nie rozumie i najczęściej nie może zaspokoić, a swoim właścicielem i posłuszeństwem wobec niego. U suczek cieczka też ma wpływ na zachowanie, a ograniczenie w postaci spacerów tylko na smyczy na pewno im się nie podoba ;) Dlatego dla ułatwienia życia sobie i mojemu psu, w trosce o jego zdrowie - jestem jak najbardziej ZA kastracją!

Śpiąca charcia lampeczka :)

Powracając do samego zabiegu - po podaniu pierwszego zastrzyku Heros bardzo szybko zwymiotował (co jest całkowicie normalne) i zaczął słaniać się na nogach. Po kilkunastu minutach trafił na salę operacyjną, a po kolejnych kilkunastu było już po wszystkim :) Heros dość szybko zaczął się wybudzać, posiedziałam z nim jeszcze trochę w gabinecie, kiedy leżąc pod kocykiem dochodził do siebie. Z gabinetu wyniosłam go na rękach, wróciliśmy do domu samochodem. Właściwie całe popołudnie i wieczór spędził leżąc w łóżku, wydawał się oszołomiony i nieszczęśliwy :( Na pierwszy wieczorny spacer około godziny 19 został wyniesiony na rękach, ale na kolejnym, około godziny 22 biegał już o własnych siłach :) Całkowicie doszedł do siebie następnego dnia, po upływie około doby od zabiegu. W dniu kastracji nic nie jadł (wymioty mogą wystąpić zarówno przed jak i po operacji, za wszystko są odpowiedzialne środki znieczulające) natomiast z jedzeniem następnego dnia nie było problemu. Heros większość czasu spędzał w kołnierzu, dodatkowo na noc przez kilka dni miał zakładany lekki, plastikowy kaganiec ponieważ potrafił dostać się do ranki (wiem o tym, bo zbudziło mnie jego mlaskanie). Nie próbował kołnierza ściągać, chociaż po minie widać było, że zadowolony nie jest, ponadto zahaczał o wszystko co możliwe - drzwi, ściany, poręcze itp. 1-2 dni po kastracji miał już ochotę na bieganie i zabawy, jednak pilnowałam, żeby nie ruszał się zbyt dużo i intensywnie oraz nie biegał po krzakach, gdzie mógłby np. naruszyć szwy :)

Jeden z pierwszych spacerów w kołnierzu :)

Heros miał zabieg robiony metodą przedmosznową, rana nie była duża, tylko lekko zaczerwieniona (wraz z otaczającą skórą, podrażnioną po ogoleniu). Worek mosznowy dzień po zabiegu był opuchnięty, co jest normalne, ale wygląda jak by kastracja wcale się nie odbyła i jądra wciąż tkwiły na swoim miejscu. Opuchlizna zanika po kilku dniach, a worek mosznowy wchłania się całkowicie po upływie kilku tygodni. Na dzień dzisiejszy, 3 tygodnie od operacji, Heros ma jego małą, około 3-centymetrową pozostałość :) Po kastracji trzeba także pamiętać o wizytach kontrolnych u weterynarza, zwykle po około 3 dniach podaje się powtórny zastrzyk z antybiotyku, a po 10 dniach następuje ściągnięcie szwów. W naszym przypadku wykonałam te czynności samodzielnie :)

Tydzień po zabiegu, już można swobodnie biegać! :)

Bardzo cieszę się, że w końcu zdecydowałam się na zabieg i że wszystko poszło dobrze, a Heros nie pamięta już o sprawie :) Jestem ciekawa, czy kastracja przyniesie ze sobą jakieś pozytywne zmiany w zachowaniu - liczę zwłaszcza na to że, Herosa łatwiej będzie opanować w kontaktach z innymi psami i przestanie szaleć na ich widok. Jednak na takie "efekty" trzeba poczekać, pierwsze zmiany mogę pojawić się po około miesiącu, natomiast całkowite uspokojenie organizmu pod względem hormonalnym może trwać nawet pół roku, ponieważ testosteron dość długo krąży we krwi. Czy macie jakieś pytania, doświadczenia lub przemyślenia związane z kastracją? Piszcie śmiało! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz