Heros

Heros

niedziela, 29 maja 2016

Recenzja piłek ażurowych - Sum-Plast i JW Pet Hol-ee Roller

Dawno nas tu nie było, ale już dziś wracamy ze świeżutką recenzją piłek ażurowych! Piłki mamy dwie: Sum-Plast, kupioną w grudniu, oraz JW Hol-ee Roller kupioną w marcu tego roku. Ciekawi porównania? No to zaczynamy!


Piłka ażurowa Sum-Plast występuje w jednym rozmiarze (14 cm) i dwóch kolorach (niebieski i czerwony). Można kupić ją zarówno w stacjonarnych sklepach zoologicznych, jak i internetowych np. w Zooexpress (KLIK!). Jej pierwszą zaletą jest stosunkowo niska cena (ok. 17-20 zł), więc kupiłam ją jako pierwszą, aby sprawdzić czy zabawa taką piłką przypadnie Herosowi do gustu. Piłka spodobała się bardzo i towarzyszy nam do dziś. Używamy jej głównie do zabawy w aportowanie i do przeciągania. Jest bardzo lekka i miękka, a do tego przyjemnie pachnie. Posiada jeden większy otwór, umożliwiający włożenie do środka np. innej piłki. W dotyku wydaje się wręcz delikatna, dlatego starałam się ją oszczędzać i nie szarpać się z Herosem zbyt intensywnie. Na szczęście po kilku miesiącach piłka wciąż jest w całości. Jedyne ubytki to drobne pęknięcia, niemożliwe do uchwycenia na zdjęciach. 

Plusy i minusy:
+ niska cena
+ lekka
+ miękka (plus zarówno dla psiego pyszczka jak i dla nas - piłkę łatwo można zgnieść i schować do kieszeni czy plecaka)
+ łatwa w czyszczeniu
+ unosi się na wodzie
+ wytrzymuje temperatury od -40 do +60 st. C
+ do środka można wkładać inne zabawki lub przysmaki, a także przywiązać taśmę czy szarpak
+ wiele możliwości zabawy np. aportowanie, przeciąganie
+ dostępność

- niska trwałość w przypadku silnych, intensywnie szarpiących się psów
- tylko jeden rozmiar
- tylko dwa kolory do wyboru


Piłka JW Pet Hol-ee Roller występuje w pięciu rozmiarach: XS (5 cm), S (8 cm), M (11 cm), L (15 cm) i Jumbo (18 cm). Do wyboru są kolory czerwony, niebieski i zielony, w niektórych sklepach (głównie zagranicznych) można znaleźć też inne. Kupić ją można np. w Toys4dogs (KLIK!), Lupo (KLIK!) czy Zooexpress (KLIK!). My mamy czerwoną ażurkę w rozmiarze "L". Piłka jest troszkę twardsza niż zabawka Sum-Plast, nie pachnie, ma też inne, większe i rozłożone bardziej regularnie otwory. Różni się także ceną - ma podobny rozmiar, a kosztowała ponad dwa razy więcej. Z wyższą ceną w parze idzie lepsza jakość - piłka jest bardziej wytrzymała, nie nosi jeszcze żadnych śladów użytkowania. Można się nią intensywnie szarpać bez jakichkolwiek obaw, a nawet podnosić psa do góry :) 

Plusy i minusy:
+ kilka rozmiarów do wyboru 
+ kilka kolorów do wyboru
+ duża trwałość 
+ łatwa w czyszczeniu
+ miękka i elastyczna, łatwa do schowania i przyjemna w dotyku
+ wszechstronna zabawka 
+ odbija się od podłoża
+ atrakcyjna dla psa 

- wyższa cena (która jednak idzie w parze z jakością)


Podsumowując, piłki ażurowe to świetne, wszechstronne zabawki. Jeśli mamy delikatniejszego, średniego lub dużego psa, albo nie jesteśmy przekonani czy zabawka się spodoba, możemy kupić tańszą piłkę marki Sum-Plast. Natomiast jeśli zależy nam na większej trwałości wtedy warto zainwestować w zabawkę JW Pet Hol-ee Roller. Sama planuję zakup jeszcze jednej, małej ażurki... dla kota! :) Na pewno dam znać, czy w jego przypadku też będzie się sprawdzać! :) 

niedziela, 24 kwietnia 2016

Wiosenne nowości w psiej szafie!

W przeciągu ostatnich tygodni pojawiło się u nas kilka ciekawych nowości, które postanowiłam Wam dziś pokazać. Wszyscy uwielbiamy gadżety, prawda? ;) Część z tych rzeczy mogliście już zobaczyć na naszym fan page'u, ale przecież nie każdy tam zagląda. Zaczynamy!


1. Plecak turystyczny Quechua z Decathlonu. (KLIK!)
Plecak będzie mi służył jako zamiennik nerki w cieplejsze dni. Bez problemu zmieści zapas wody zarówno dla mnie jak i dla Herosa, zabawki i inne potrzebne rzeczy. Jest przy tym niewielki, lekki, ładny i wygodny. Dostępny jest w kilku kolorach i w rewelacyjnej cenie 12,99 zł!


2. Woreczek na przysmaki Le petit pet. (KLIK!)
Woreczek kupiłam z myślą o przypięciu do plecaka, dlatego został nawet dopasowany kolorystycznie ;) Jest prześliczny, lekki, wodoodporny i mieści naprawdę dużo smaczków (mamy rozmiar M)! Smaczki wygodnie się wyciąga, a przy tym nie wysypują się np. przy szybszym chodzeniu. Jak na razie sprawdza się świetnie i cieszy oko :) 


3. Bidon Quechua z Decathlonu. (KLIK!)
Heros ma swój bidon na wodę połączony z miską (możecie zobaczyć go TU), ten z Decathlonu kupiłam z myślą o sobie. Jest duży, pojemny (aż 0,75 l), ładny (dostępny w 3 pięknych kolorach), a przy tym lekki. Kosztował jedyne 8,49 zł ;) 


4. Płaszczyk przeciwdeszczowy z Le petit pet
Heros nie lubi deszczu ani chłodu, więc przeciwdeszczowa lekka kurteczka była pozycją obowiązkową na naszej liście zakupowej :) Płaszczyk z Le petit pet uszyty jest z ortalionu i cienkiej tkaniny dresowej. Kolor ortalionu i wzór dresówki można sobie wybrać z wielu dostępnych propozycji. Jest uszyty "na miarę", więc mamy gwarancje, że będzie pasował. W swoim płaszczyku Heros wygląda obłędnie, a przy tym wdzianko jest wygodne i doskonale spełnia swoją funkcję. Płaszczyk nie jest dostępny na stronie internetowej Le petit pet, ale można go zamówić poprzez maila lub przez wiadomość prywatną na facebook'u ;) 


5. Piłka ażurowa JW Hol-ee Roller w rozmiarze L. (KLIK!)
Myślę, że tej piłki nikomu przedstawiać nie trzeba. Kupiłam ją jakiś czas temu w promocji w sklepie Zooexpress. Jest to już nasza druga piłka ażurowa (pierwsza jest firmy Sumplast). Obie sprawdzają się świetnie, są to jedne z ulubionych zabawek Herosa. 


6. Trixie pasta Lachscreme i Laberwurst. (KLIK! KLIK!)
Pierwszy raz mam do czynienia ze smakołykami w formie pasztetu i jestem zachwycona! Obie pasty przyjemnie pachną i smakują prawie jak ludzki produkt ;) Jedna z nich jest łososiowa, a druga ma smak wątróbki. Opakowanie jest wygodne i wydajne, można nagradzać psa wyciskając pastę bezpośrednio z tubki, nie brudząc sobie rąk. Herosowi bardzo smakuje, używam więc pasty jako nagroda specjalna. 


7. Pluszak z Biedronki i szarpak z Pepco. 
Szarpaków nigdy dość - Heros uwielbia się nimi bawić! Biedronkowy lisek ma wszyte piszczałki, szeleszczący ogon i uszy, a nawet amortyzator w środku! Szarpak z Pepco ma postać grubej linki z węzełkami na końcach - taka zabawka jest trwała, nadaje się do szarpania, aportowania a nawet samodzielnej zabawy ;) 


Jak Wam się podobają nasze nowości? Wkrótce na blogu pojawią się recenzje części z nich! Do kolejnego... przeczytania ;)

piątek, 15 kwietnia 2016

Psi spacer odcinek 5 - wybieg dla psów na Wzgórzu Słowiańskim (Wrocław)

Dziś pora na kolejny post z cyklu psi spacer :) Tym razem przetestowaliśmy plac zabaw na Wzgórzu Słowiańskim we Wrocławiu. Wybieg ten odwiedziliśmy kilka razy, głównie w marcu, wraz z naszym psim kolegą - owczarkiem niemieckim Akerem. 

  
Wybieg znajduje się na Wzgórzu Słowiańskim przy ulicy Jedności Narodowej. Z Placu Grunwaldzkiego jest to około pół godziny drogi pieszo. W okolicę wybiegu można dojechać kilkoma liniami tramwajowymi np. 1 ,5, 11, 23. Wybieg sąsiaduje z placem zabaw dla dzieci i jest otoczony niewielkim Parkiem Słowiańskim. Plac powstał w 2014 roku. Ma on powierzchnię ponad 1800 m.kw. Jest ogrodzony i znajduje się na nim kilka drewnianych przeszkód np. hopki, slalom, równoważnie, są też opony i betonowy tunel. Myślę, że elementy te nadają się do użytku przez psy różnej wielkości, jednak najlepiej będą bawiły się te średnie ;) Na terenie wybiegu jest też kilka drzewek, ławki i kosze na śmieci, powierzchnia placu jest pochyła (w końcu jest usytuowany na górce) i pokryta tylko w niektórych miejscach trawą. 




Na placu bywaliśmy między godziną 12 a 15, od poniedziałku do piątku. Czasami wybieg bywa pusty, a czasami jest na nim spore stadko psów i ludzi. Można spotkać tam zarówno małe jak i wielkie psy. Mam wrażenie, że większość odwiedzających to stali bywalcy, znający się przynajmniej z widzenia. To co nie podoba mi się na placu - niemal każdy wchodzi na jego terem bez słowa, bez pytania czy można, czy będzie w porządku... W jednej chwili jest się samemu, a nagle za plecami może pojawić się kilka nieznajomych psów. A nigdy nie wiadomo na jakie psy (i ich opiekunów...) się trafi. Ja osobiście omijałam wybieg, gdy było tam tłoczno - ciężko było by mi pilnować równocześnie Herosa i 6-miesięcznego owczarka, który nie zdaje sobie jeszcze sprawy ze swojej siły i wielkości, nieznającego dobrze podstawowych komend ;) Najlepiej korzystać z placu, gdy jesteśmy na nim sami. 




Moja opinia co do parku jest bardzo pozytywna - jest to spory, bezpieczny teren na którym można poćwiczyć ze swoim psem lub gdzie może pobiegać i pobawić się z innymi czworonogami. Do wybiegu najbardziej pasuje nazwa "plac zabaw", ponieważ tak właśnie jest traktowany przez większość psiarzy - jako miejsce psich zabaw, a nie szkolenia czy nauki pokonywania przeszkód. Heros też w ten sposób z niego korzystał - szalał z Akerem i innymi psami, ale w chwilach gdy było pusto uczyliśmy się np. pokonywania równoważni ;) Kto jeszcze nie był - zachęcam! Moja ocena to 8/10, jest ona bardzo subiektywna, ponieważ tak naprawdę nie mam porównania do innych tego typu miejsc. Dlatego następny przystanek to psi wybieg w Parku Grabiszyńskim! :)

sobota, 9 kwietnia 2016

Kastracja - jak to wyglądało u nas?

Część z Was już pewnie wie, że Heros niedawno został wykastrowany :) Dziś kilka słów o tym, co myślę o kastracji, o samym zabiegu oraz o tym jak Heros zniósł ostatni okres czasu.

Decyzja o kastracji zapadła już dawno temu, jeszcze zanim Heros pojawił się w moim domu. Wiedziałam po prostu, że jednym z wymogów adopcji psa, będzie jego kastracja w odpowiednim wieku :) Umowa adopcyjna zobowiązuje mnie do zrobienia tego zanim pies skończy 1,5 roku. Długo zastanawiałam się nad odpowiednim momentem na zabieg, chciałam aby Heros skończył rok i żebym miała przynajmniej tydzień wolnego, aby w 100% poświęcić mu swój czas. Ostatecznie zdecydowałam się na zabieg w wieku 14 miesięcy, w okresie świątecznym - w czasie kiedy miałam wolne i mieliśmy możliwość przebywania u moich rodziców na wsi, w ciszy i spokoju :)

Niezadowolony Heros pierwszego poranka po zabiegu. 

A co jeśli do kastracji nie zobowiązywałaby mnie żadna umowa? Prawdopodobnie i tak zdecydowałabym się na zabieg. Myślę, że zrezygnowałabym z niego jedynie mając psa rasowego, biorącego udział w wystawach lub gdyby nie pozwalał na to jego stan zdrowia. Kastracja to spora ingerencja w organizm niosąca pewne ryzyko (jak każdy, nawet najmniejszy zabieg chirurgiczny) jednak mający dużo korzyści zdrowotnych. Są także minusy, dlatego decyzja powinna być starannie przemyślana. Dla zainteresowanych polecam np. TEN i TEN artykuł lub rozmowę z weterynarzem :) Oprócz zdrowotnych są też inne, bardzo duże korzyści kastracji, zarówno dla właściciela jak i psa. Przede wszystkim, mając wykastrowanego psa mamy pewność, że nie przyczyni się on do powiększania populacji bezdomnych zwierząt... To dla mnie bardzo ważne, ponieważ działam na co dzień w fundacji pomagającej psom i kotom w potrzebie i wiem, że problem jest bardzo duży :( Nawet będąc odpowiedzialnym właścicielem i mając posłusznego, wychowanego psa lub suczkę może zdarzyć się "wypadek". Druga sprawa to wygoda dnia codziennego - wąchanie i lizanie śladów cieczkujących suczek przez psa jest irytujące, a niektóre psy są przy tym bardzo niespokojne, pobudzone, szczekają lub uciekają, co może być niebezpieczne i skończyć się zaginięciem lub nawet śmiercią. Myślę, że dla samego psa też jest to trudne - może być rozdarty pomiędzy tym, do czego "namawia" go instynkt, a czego tak na prawdę nie rozumie i najczęściej nie może zaspokoić, a swoim właścicielem i posłuszeństwem wobec niego. U suczek cieczka też ma wpływ na zachowanie, a ograniczenie w postaci spacerów tylko na smyczy na pewno im się nie podoba ;) Dlatego dla ułatwienia życia sobie i mojemu psu, w trosce o jego zdrowie - jestem jak najbardziej ZA kastracją!

Śpiąca charcia lampeczka :)

Powracając do samego zabiegu - po podaniu pierwszego zastrzyku Heros bardzo szybko zwymiotował (co jest całkowicie normalne) i zaczął słaniać się na nogach. Po kilkunastu minutach trafił na salę operacyjną, a po kolejnych kilkunastu było już po wszystkim :) Heros dość szybko zaczął się wybudzać, posiedziałam z nim jeszcze trochę w gabinecie, kiedy leżąc pod kocykiem dochodził do siebie. Z gabinetu wyniosłam go na rękach, wróciliśmy do domu samochodem. Właściwie całe popołudnie i wieczór spędził leżąc w łóżku, wydawał się oszołomiony i nieszczęśliwy :( Na pierwszy wieczorny spacer około godziny 19 został wyniesiony na rękach, ale na kolejnym, około godziny 22 biegał już o własnych siłach :) Całkowicie doszedł do siebie następnego dnia, po upływie około doby od zabiegu. W dniu kastracji nic nie jadł (wymioty mogą wystąpić zarówno przed jak i po operacji, za wszystko są odpowiedzialne środki znieczulające) natomiast z jedzeniem następnego dnia nie było problemu. Heros większość czasu spędzał w kołnierzu, dodatkowo na noc przez kilka dni miał zakładany lekki, plastikowy kaganiec ponieważ potrafił dostać się do ranki (wiem o tym, bo zbudziło mnie jego mlaskanie). Nie próbował kołnierza ściągać, chociaż po minie widać było, że zadowolony nie jest, ponadto zahaczał o wszystko co możliwe - drzwi, ściany, poręcze itp. 1-2 dni po kastracji miał już ochotę na bieganie i zabawy, jednak pilnowałam, żeby nie ruszał się zbyt dużo i intensywnie oraz nie biegał po krzakach, gdzie mógłby np. naruszyć szwy :)

Jeden z pierwszych spacerów w kołnierzu :)

Heros miał zabieg robiony metodą przedmosznową, rana nie była duża, tylko lekko zaczerwieniona (wraz z otaczającą skórą, podrażnioną po ogoleniu). Worek mosznowy dzień po zabiegu był opuchnięty, co jest normalne, ale wygląda jak by kastracja wcale się nie odbyła i jądra wciąż tkwiły na swoim miejscu. Opuchlizna zanika po kilku dniach, a worek mosznowy wchłania się całkowicie po upływie kilku tygodni. Na dzień dzisiejszy, 3 tygodnie od operacji, Heros ma jego małą, około 3-centymetrową pozostałość :) Po kastracji trzeba także pamiętać o wizytach kontrolnych u weterynarza, zwykle po około 3 dniach podaje się powtórny zastrzyk z antybiotyku, a po 10 dniach następuje ściągnięcie szwów. W naszym przypadku wykonałam te czynności samodzielnie :)

Tydzień po zabiegu, już można swobodnie biegać! :)

Bardzo cieszę się, że w końcu zdecydowałam się na zabieg i że wszystko poszło dobrze, a Heros nie pamięta już o sprawie :) Jestem ciekawa, czy kastracja przyniesie ze sobą jakieś pozytywne zmiany w zachowaniu - liczę zwłaszcza na to że, Herosa łatwiej będzie opanować w kontaktach z innymi psami i przestanie szaleć na ich widok. Jednak na takie "efekty" trzeba poczekać, pierwsze zmiany mogę pojawić się po około miesiącu, natomiast całkowite uspokojenie organizmu pod względem hormonalnym może trwać nawet pół roku, ponieważ testosteron dość długo krąży we krwi. Czy macie jakieś pytania, doświadczenia lub przemyślenia związane z kastracją? Piszcie śmiało! :)

piątek, 18 marca 2016

Shine in blue! Recenzja kompletu Warsaw Dog

W styczniu zapadła decyzja o zakupie nowych szelek i smyczy. Długo się zastanawiałam co wybrać, aż w końcu zdecydowałam się na zestaw Warsaw Dog (KLIK!). 


Warsaw Dog to stosunkowo młoda firma hand-made, istniejąca od 2015 roku.
Produkuje:
- obroże (z klamrą i półzaciskowe),
- smycze (miejskie o długości 110 lub 180 cm, oraz przepinane o długości 240 lub 300 cm),
- szelki (guard i norweskie),
- breloczki do kluczy.
Wszystkie te akcesoria można zamówić w kilku oryginalnych, nowoczesnych i kolorowych wzorach. Ceny zależne są od rozmiaru i szerokości taśmy. Sam proces zamawiania jest bardzo prosty i przyjemny - wszystko odbywa się poprzez stronę internetową. W razie potrzeby można skontaktować się z ekipą Warsaw Doga'a - Zosią i Kubą, którzy są bardzo pomocni, kontakt jest szybki i przemiły!




Dla Herosa wybrałam zestaw Shine in blue: szelki typu guard w rozmiarze M, oraz smycz przepinaną o długości 300 cm. Szerokość taśmy to 2,5 cm. A dla mnie - breloczek do kluczy w identycznym wzorze :) Wysyłka była błyskawiczna - już po kilku dniach zestaw czekał na nas w paczkomacie (to moja ulubiona forma dostawy)! Produkty były ładnie zapakowane, dostaliśmy ręcznie podpisany liścik, wizytówkę i naklejkę. 


Taśma z jakiej wykonane są szelki i smycz jest stosunkowo sztywna, ale gładka i przyjemna w dotyku, nie chłonie wody, jest odporna na brud i zaciągnięcia. Wzór jest na nią nadrukowany bardzo dokładnie, kolory są wyraźne i soczyste. Zestaw przez prawie dwa miesiące intensywnego użytkowania w każdych warunkach pogodowych wymagał tylko jednego prania! Po praniu taśma wygląda jak nowa.


Szelki posiadają kilka punktów regulacji, dlatego można je idealnie dopasować. Mają mocną i wyprofilowaną klamrę DURAFLEX, na której widnieje logo firmy (jest solidnie nadrukowane i nie ściera się). Wszystkie taśmy są równo i porządnie zszyte. Szelki są wygodne, nie obcierają (mimo braku podszycia), ani nie wchodzą pod pachy. Jedynym minusem jest ich lekkie przekręcanie się na boki. Można to zminimalizować poprzez odpowiednie dopasowanie, ale niestety taśmy po krótkim czasie same się luzują. Dodatkowym, bardzo przydatnym gadżetem jest specjalne miejsce na adresówkę z boku szelek, dzięki temu można uniknąć przypadkowego przypięcia smyczy do zawieszki. Do każdych szelek (a także do obroży) dodawana jest adresówka z logo Warsaw Dog, którą za dodatkowa opłatą można wygrawerować.


Smycz jest dosyć ciężka, co jest zasługą metalowych okuć. Karabińczyki w naszej wersji (taśma 2,5 cm) są spore, za to solidne i niezawodne. Nie zdarzyło nam się aby się zacinały czy samoistnie rozpinały. Nasze są czarne, ale można dobrać je w kilku innych, pięknych kolorach! Niestety farba odpryskuje, co wygląda nieestetycznie (to samo dotyczy kółeczka przy szelkach).



Podsumowując: z zestawu jestem bardzo zadowolona. Po prawie dwóch miesiącach intensywnego użytkowania w każdych warunkach pogodowych, zarówno w mieście jak i na polach czy w lasach, na spacerach smyczowych i luźnych, w trakcie zabaw z innymi psami... komplet wciąż wygląda niemal jak nowy (nie licząc okuć). Prawdopodobnie kiedyś skuszę się na kolejny zestaw od Warsaw Dog'a! Polecam! :)

piątek, 11 marca 2016

Ulubione przysmaki treningowe MACED

Przysmaków nigdy za wiele, prawda? :) Zabieramy je na spacery, treningi, przydają się także w domu... Wybór psich smakołyków jest na rynku ogromny. Można eksperymentować i często zaskakiwać naszego pupila, żeby nie było nudno :) Jednak chyba każdy ma swoje ulubione smakołyki, do których chętnie wraca. U nas są to smakołyki firmy Maced. Zaglądnęłam dziś do szafki Herosa i zauważyłam, że obecnie nie mamy przysmaków żadnej innej firmy. Przedstawiam naszych faworytów.




1. Maced mięsne krążki z kurczakiem.
Przysmaki te mają formę krążków/kwadracików z dziurką o średnicy około 2,5 cm. Łatwo można je podzielić na mniejsze kawałki. Są dosyć miękkie, trochę się kruszą, nie brudzą za to rąk czy saszetki i nie są tłuste. Mają delikatny zapach. Niewątpliwą ich zaletą jest cena - około 9 zł za opakowanie 500 g. Można je kupić np. TU, są też dostępne w większości stacjonarnych sklepów zoologicznych. Występują też w dwóch innych smakach: wołowina i jagnięcina. A przede wszystkim: są PYSZNE (przynajmniej według Herosa).

Skład: produkty pochodzenia zwierzęcego, produkty pochodzenia roślinnego, cukier.
Składniki analityczne: białko surowe 19%, tłuszcz surowy 9%, włókno surowe 3%, materia nieorganiczna 7%, wilgotność 20%.


2. Maced mięsne kostki nadziewane wołowiną i drobiem.
Te smakołyki mają postać miękkich, małych kosteczek o długości ok. 1,5 cm. Bardzo łatwo jest podzielić je w razie potrzeby na jeszcze mniejsze kawałki, a dzięki swojej gumiastej konsystencji niemal w ogóle się nie kruszą. Mają dla mnie prawie niewyczuwalny zapach. Są pakowane w plastikowe słoiki z zakrętką - po skończeniu przysmaków opakowanie może być przydatne! Cena - około 13 zł za 300 g. Występują też kostki o smaku wołowiny, drobiu, jagnięciny lub łososia. Są dostępne niemal w każdym sklepie zoologicznym.

Skład: produkty pochodzenia zwierzęcego, produkty pochodzenia roślinnego, cukier, minerały, algi.
Składniki analityczne: białko 15%, materia nieorganiczna 3%, tłuszcz 3,5 %, wilgotność 16%, włókno 2,8%.




3. Maced kiełbaski treningowe. 
Kiełbaski odkryliśmy całkiem niedawno. Poszłam do naszego ulubionego sklepu zoologicznego po suszone szprotki (również firmy Maced), których niestety nie było... Wybrałam zamiast nich kiełbaski, które okazały się strzałem w dziesiątkę :) Są one dość duże (2 cm) i twarde, przełamanie ich samymi palcami jest niemal niemożliwe. Są za to bardzo smaczne, aromatyczne i nadają się jako "super" nagrody, które mają na chwilkę zająć psa gryzieniem. Cena - ok. 5 zł za opakowanie 75 g.

Skład: mięso i produkty pochodzenia mięsnego 97% surowiec wołowy, 1,5% gliceryna. Dodatki technologiczne: konserwanty, stabilizatory, regulatory kwasowości, przeciwutleniacze.
Składniki analityczne: białko surowe 35,6 %, oleje i tłuszcze surowe 19,5%, włókno surowe 0,4%, popiół surowy 4,3%, wilgotność 21,8% .



Przysmaki te kupuję stosunkowo rzadko, średnio jedno opakowanie w miesiącu. Stosuję je głównie na spacerach, w czasie których Heros biega bez smyczy. W domu natomiast trenujemy używając kulek suchej karmy (Heros je na co dzień Taste of the wild), która jest wystarczająco smaczna, a przy tym znacznie zdrowsza :)


niedziela, 28 lutego 2016

Psi spacer odcinek 4 - wały na Biskupinie (Wrocław)

Pora na poznanie nowego miejsca spacerowego! :) Wały to znane wrocławskim psiarzom tereny, a o jednym z miejsc nad Odrą już pisałam w naszym cyklu (KLIK!). Dziś kilka słów o terenie w dzielnicy Biskupin. Miejsce znałam już dawniej, jednak regularne spacery odbywamy tam od około miesiąca, ponieważ w pobliżu mieszka jeden z moich podopiecznych - wyżeł węgierski Sajgon (jestem petsitterką - niedługo pojawi się wpis na ten temat!).


Do Biskupina dojedziemy z Placu Grunwaldzkiego tramwajami 1, 24, 10. Podróż trwa tylko kilka minut. Wysiąść można na dowolnym przystanku, począwszy od "Tramwajowej". Z Olszewskiego, przy której znajdują się przystanki, można dotrzeć na wały każdą prostopadłą, mniejsza uliczką. Naszym punktem startowym jest położony przy wałach mały Park Biskupiński, więc wysiadamy na przystanku "Spółdzielcza" i następnie kierujemy się w dół ulicy Orłowskiego. Z Pl. Grunwaldzkiego można też dotrzeć na miejsce pieszo, jest to odległość około 3,5 km, taki spacer zajmuje około 40 minut. Kiedy czas i pogoda na to pozwala, wraz z Herosem zdecydowanie wybieramy tę opcję ;) Można wybrać trasę wzdłuż ulic Skłodowskiej, Wróblewskiego i Olszewskiego lub zaraz za Mostem Zwierzynieckim skręcić w prawo przy Zoo, dochodząc szybciej do Odry.




Teren nad Odrą, zwłaszcza w pobliżu wspomnianego już Parku Biskupińskiego jest dość rozległy, pokryty roślinnością przeplataną naturalnymi ścieżkami i nie sąsiaduje bezpośrednio z żadną ulicą. Naturalnym ograniczeniem z jednej strony jest rzeka. Miejscami można poczuć się tam jakby się było z dala od cywilizacji - wystarczy wejść głębiej "w krzaki" ;) Cześć terenu jest równa i trawiasta, część stanowią wysokie trawy i krzewy, jest też sporo drzew oraz dostęp do wody. Jest tam pięknie bez względu na pogodę - nawet w szary, deszczowy dzień spaceruje się bardzo przyjemnie i można podziwiać widoki. Nigdzie indziej nie udało mi się zrobić tylu ładnych zdjęć, które mam nadzieję oddadzą chociaż częściowo urok tego terenu. Dodam, że wszystkie zdjęcia na bloga robię telefonem i nie mam doświadczenia jako fotograf... jednak ze zdjęć z Biskupina jestem całkiem zadowolona ;) Bardzo trudno było mi wybrać zdjęcia to tego wpisu, dlatego jest ich tak dużo!




Miejsce to jest dosyć popularne, zarówno wśród spacerowiczów z psami jak i rowerzystów, biegaczy czy po prostu rodzin z dziećmi. Jednak obecnie nie spotykam tam zbyt wielu ludzi, ani psów. Szczególnie po wejściu w głębsze trawy, bliżej rzeki, można spacerować w samotności :) Trawy te są moim zdaniem wielkim ułatwieniem - ja, mimo niewielkiego wzrostu jestem w stanie dostrzec nawet z dużej odległości zbliżających się ludzi, natomiast psom ograniczają one widok i zawsze mam chwilę czasu na reakcję np. zapięcie ich na smycz ;) Wraz z nadejściem wiosny i lata liczba spacerowiczów na pewno się zwiększy, pojawią się też na pewno dość liczne grille czy ogniska, a wraz z nimi śmieci. Myślę jednak, że w tym miejscu nie stanowi to zbyt dużego problemu. Obecnie wśród traw i drzew, jak wszędzie, można napotkać pojedyncze śmieci, czasem zdarzają się też całe worki. Niestety na terenie Wrocławia chyba żaden teren zielony nie jest całkowicie wolny od śmieci...




Uwaga na psy goniące ptaki - ponoć w trawach można spotkać bażanty! Osobiście jeszcze ich nie widziałam ;)




Miejsce oceniam aż na 9/10! Mam nadzieję, że wraz z nadejściem cieplejszych dni nie będę zmuszona do aktualizacji oceny na niższą ;) Zdecydowanie polecam Biskupin jak świetne miejsce na spacery z psami i nie tylko! :)