Heros

Heros

piątek, 24 czerwca 2016

Wakacyjne plany

Pierwszy dzień kalendarzowego lata już za nami i teraz czekamy na wakacje :) Zaczną się dla nas za około 2 tygodnie, kiedy skończę zmagania z sesją egzaminacyjną. W nielicznych chwilach wolnych od nauki zaczęłam już planować wakacyjny czas. Wyjeżdżamy z Herosem na dwa miesiące do moich rodziców na wieś! :) Wiąże się to ze sporymi zmianami w rozkładzie dnia Herosa i dużym wyzwaniem będzie dla mnie zapewnienie mu odpowiedniej ilości ruchu i wrażeń :)

Wakacje 2015 :)

Obecnie Heros wychodzi na 3-5 spacerów dziennie. Wśród nich są krótkie wyjścia w celu załatwienia potrzeb fizjologicznych, jak i kilkugodzinne wyprawy. Zabieram go na uczelnię, na zakupy i do znajomych, a przede wszystkim towarzyszy mi na spacerach z innymi psami. Zwykle (3-6 razy w tygodniu) spędzamy poza domem kilka godzin dziennie i pokonujemy trasę od 10 do nawet 35 km. W tym minimum 1-2 godziny dziennie Heros biega swobodnie z jednym ze swoich psich kolegów. Od czasu do czasu psi znajomi odwiedzają nas w domu i wtedy bawią się razem nawet przez kilka godzin. Jak więc widzicie Heros spędza czas bardzo aktywnie. Wakacje będą dla nas momentem odpoczynku, ale nie chciałbym aby wiązały się ze spadkiem kondycji czy z nudą, więc zaplanowałam nam kilka ciekawych zajęć :)

1. Spędzanie czasu w ogrodzie, ćwiczenia i nauka.
W lecie na pewno będziemy spędzać na dworze większość czasu. Dużo zależy oczywiście od pogody - w czasie upałów ja siedzę głównie w basenie, a Heros wyleguje się w cieniu. Na wysokie temperatury w tym roku jesteśmy dobrze przygotowani - kupiłam Herosowi kamizelkę chłodzącą. Oprócz swobodnego spędzania czasu będziemy na pewno dużo się bawić: ćwiczyć aportowanie, czy przeciągać się szarpakami. Planuję też intensywne ćwiczenia dotychczas poznanych komend i sztuczek, oraz naukę nowych (o tym będzie osobny post - czy ktoś jest zainteresowany?). Będziemy ćwiczyć też podstawowe elementy posłuszeństwa. Innym planem jest stworzenie lub kupienie kilku elementów domowego toru agility, zobaczymy co z tego wyjdzie :)

2. Domowej roboty przysmaki.
Wolny czas chciałabym wykorzystać m.in. na wypróbowanie kilku nowych przepisów na psie smakołyki. W upalne dni będę też przygotowywać lody, w tym celu nieodzowna będzie nasza zabawka kong. Przysmaki będę miały na celu zajęcie, zrelaksowanie, a także ochłodzenie Heroska ;)

3. Dogtrekking.
Żeby nie wyjść z wprawy w pokonywaniu wielu kilometrów planuję dalekie wyprawy do lasu lub na pola co najmniej raz w tygodniu. W tym celu zamierzam kupić nowy pas biodrowy, aby spacerowało nam się wygodniej. Cześć spacerów natomiast będzie odbywała się na zwykłej smyczy, lince 10-metrowej lub smyczy flexi.

4. Bieganie przy rowerze.
Pierwsze próby już za nami. Mamy odpowiedni sprzęt - szelki, smycz z amortyzatorem, pas biodrowy i specjalny pałąk montowany pod siodełkiem (tzw. "springer"). Będziemy ćwiczyć i testować jak jeździ się najwygodniej :) Największym wyzwaniem będzie nauczenie Herosa, żeby biegał spokojnie, bez szczekania i skakania na rower ;)

5. Wypady nad wodę i pływanie.
Heros tak naprawdę jeszcze nigdy nie pływał! Był już nad jeziorem, a na co dzień chodzimy na spacery nad Odrę, ale jedyne na co się skusił do tej pory to moczenie łapek ;) Mam nadzieję, że w tym roku przekonam go, że pływanie jest fajne!

Heros nad Odrą, nawet troszkę zamoczył brzuszek ;)

Jeśli uda mi się zrealizować chociaż cześć tych planów to na pewno nie będziemy się nudzić! :) W kolejnym poście pokażę Wam jakie pojawiły się u nas nowości, a zakupów było sporo. Część rzeczy jest jeszcze w drodze, musimy być dobrze przygotowani na wakacje :) Spakowanie wakacyjnej walizki na pewno będzie trudne - mam wrażenie, że dla Herosa będę musiała zabrać znacznie więcej niż dla siebie!

niedziela, 12 czerwca 2016

Psi przyjaciele

Witam! Dziś przygotowałam wyjątkowo refleksyjny post. Chyba każdy z nas docenia swoich przyjaciół, prawda? Spotkania z bliskimi osobami są dla nas bardziej wartościowe i przynoszą więcej radości niż interakcje z obcymi ludźmi. Jednorazowe kontakty z innymi najczęściej (choć nie zawsze!) nie wnoszą nic do naszego życia. Myślę, że to samo dotyczy psów. Psy też mają przyjaciół, na których reagują z wielką radością! Aktualnie pracuję jako petsitter'ka i Heros ma zapewnione regularne spacery z innymi psami, na szczęście ze wszystkimi moimi podopiecznymi bardzo się polubił! Dzięki temu ma małą grupkę swoich psich znajomych, różnych ras i w różnym wieku - od kilku miesięcy do kilku lat ;) Czasami spotyka też się ze swoim bratem Tobiaszkiem (pozdrawiamy!) - wtedy to dopiero jest radość! Oczywiście bardzo staram się, żebym to ja była najlepszym przyjacielem Herosa i żeby miał zapewnione wszystko czego potrzebuje do szczęścia... ale ciężko byłoby mi tak w 100% zastąpić psich kolegów! Zwłaszcza, że bieganie to coś co Heros lubi najbardziej i z nikim nie wyszaleje się tak jak ze swoimi kumplami. Zapraszam do oglądania zdjęć :)

Wspólny odpoczynek z Tobiaszkiem :) 

Razem, na jednej smyczy! 

Z Patykiem, zaraz będziemy biegać!

Biegniemy raaazem! :)

Tarzanie w trawie z Patykiem. 

Panienka Jessie uczy Herosa ogłady ;)

Mamy nawet takie same płaszczyki przeciwdeszczowe! (KLIK!)

Szaleństwa w Odrze z Sajgonem.

Bijemy się! 

niedziela, 29 maja 2016

Recenzja piłek ażurowych - Sum-Plast i JW Pet Hol-ee Roller

Dawno nas tu nie było, ale już dziś wracamy ze świeżutką recenzją piłek ażurowych! Piłki mamy dwie: Sum-Plast, kupioną w grudniu, oraz JW Hol-ee Roller kupioną w marcu tego roku. Ciekawi porównania? No to zaczynamy!


Piłka ażurowa Sum-Plast występuje w jednym rozmiarze (14 cm) i dwóch kolorach (niebieski i czerwony). Można kupić ją zarówno w stacjonarnych sklepach zoologicznych, jak i internetowych np. w Zooexpress (KLIK!). Jej pierwszą zaletą jest stosunkowo niska cena (ok. 17-20 zł), więc kupiłam ją jako pierwszą, aby sprawdzić czy zabawa taką piłką przypadnie Herosowi do gustu. Piłka spodobała się bardzo i towarzyszy nam do dziś. Używamy jej głównie do zabawy w aportowanie i do przeciągania. Jest bardzo lekka i miękka, a do tego przyjemnie pachnie. Posiada jeden większy otwór, umożliwiający włożenie do środka np. innej piłki. W dotyku wydaje się wręcz delikatna, dlatego starałam się ją oszczędzać i nie szarpać się z Herosem zbyt intensywnie. Na szczęście po kilku miesiącach piłka wciąż jest w całości. Jedyne ubytki to drobne pęknięcia, niemożliwe do uchwycenia na zdjęciach. 

Plusy i minusy:
+ niska cena
+ lekka
+ miękka (plus zarówno dla psiego pyszczka jak i dla nas - piłkę łatwo można zgnieść i schować do kieszeni czy plecaka)
+ łatwa w czyszczeniu
+ unosi się na wodzie
+ wytrzymuje temperatury od -40 do +60 st. C
+ do środka można wkładać inne zabawki lub przysmaki, a także przywiązać taśmę czy szarpak
+ wiele możliwości zabawy np. aportowanie, przeciąganie
+ dostępność

- niska trwałość w przypadku silnych, intensywnie szarpiących się psów
- tylko jeden rozmiar
- tylko dwa kolory do wyboru


Piłka JW Pet Hol-ee Roller występuje w pięciu rozmiarach: XS (5 cm), S (8 cm), M (11 cm), L (15 cm) i Jumbo (18 cm). Do wyboru są kolory czerwony, niebieski i zielony, w niektórych sklepach (głównie zagranicznych) można znaleźć też inne. Kupić ją można np. w Toys4dogs (KLIK!), Lupo (KLIK!) czy Zooexpress (KLIK!). My mamy czerwoną ażurkę w rozmiarze "L". Piłka jest troszkę twardsza niż zabawka Sum-Plast, nie pachnie, ma też inne, większe i rozłożone bardziej regularnie otwory. Różni się także ceną - ma podobny rozmiar, a kosztowała ponad dwa razy więcej. Z wyższą ceną w parze idzie lepsza jakość - piłka jest bardziej wytrzymała, nie nosi jeszcze żadnych śladów użytkowania. Można się nią intensywnie szarpać bez jakichkolwiek obaw, a nawet podnosić psa do góry :) 

Plusy i minusy:
+ kilka rozmiarów do wyboru 
+ kilka kolorów do wyboru
+ duża trwałość 
+ łatwa w czyszczeniu
+ miękka i elastyczna, łatwa do schowania i przyjemna w dotyku
+ wszechstronna zabawka 
+ odbija się od podłoża
+ atrakcyjna dla psa 

- wyższa cena (która jednak idzie w parze z jakością)


Podsumowując, piłki ażurowe to świetne, wszechstronne zabawki. Jeśli mamy delikatniejszego, średniego lub dużego psa, albo nie jesteśmy przekonani czy zabawka się spodoba, możemy kupić tańszą piłkę marki Sum-Plast. Natomiast jeśli zależy nam na większej trwałości wtedy warto zainwestować w zabawkę JW Pet Hol-ee Roller. Sama planuję zakup jeszcze jednej, małej ażurki... dla kota! :) Na pewno dam znać, czy w jego przypadku też będzie się sprawdzać! :) 

niedziela, 24 kwietnia 2016

Wiosenne nowości w psiej szafie!

W przeciągu ostatnich tygodni pojawiło się u nas kilka ciekawych nowości, które postanowiłam Wam dziś pokazać. Wszyscy uwielbiamy gadżety, prawda? ;) Część z tych rzeczy mogliście już zobaczyć na naszym fan page'u, ale przecież nie każdy tam zagląda. Zaczynamy!


1. Plecak turystyczny Quechua z Decathlonu. (KLIK!)
Plecak będzie mi służył jako zamiennik nerki w cieplejsze dni. Bez problemu zmieści zapas wody zarówno dla mnie jak i dla Herosa, zabawki i inne potrzebne rzeczy. Jest przy tym niewielki, lekki, ładny i wygodny. Dostępny jest w kilku kolorach i w rewelacyjnej cenie 12,99 zł!


2. Woreczek na przysmaki Le petit pet. (KLIK!)
Woreczek kupiłam z myślą o przypięciu do plecaka, dlatego został nawet dopasowany kolorystycznie ;) Jest prześliczny, lekki, wodoodporny i mieści naprawdę dużo smaczków (mamy rozmiar M)! Smaczki wygodnie się wyciąga, a przy tym nie wysypują się np. przy szybszym chodzeniu. Jak na razie sprawdza się świetnie i cieszy oko :) 


3. Bidon Quechua z Decathlonu. (KLIK!)
Heros ma swój bidon na wodę połączony z miską (możecie zobaczyć go TU), ten z Decathlonu kupiłam z myślą o sobie. Jest duży, pojemny (aż 0,75 l), ładny (dostępny w 3 pięknych kolorach), a przy tym lekki. Kosztował jedyne 8,49 zł ;) 


4. Płaszczyk przeciwdeszczowy z Le petit pet. 
Heros nie lubi deszczu ani chłodu, więc przeciwdeszczowa lekka kurteczka była pozycją obowiązkową na naszej liście zakupowej :) Płaszczyk z Le petit pet uszyty jest z ortalionu i cienkiej tkaniny dresowej. Kolor ortalionu i wzór dresówki można sobie wybrać z wielu dostępnych propozycji. Jest uszyty "na miarę", więc mamy gwarancje, że będzie pasował. W swoim płaszczyku Heros wygląda obłędnie, a przy tym wdzianko jest wygodne i doskonale spełnia swoją funkcję. Płaszczyk nie jest dostępny na stronie internetowej Le petit pet, ale można go zamówić poprzez maila lub przez wiadomość prywatną na facebook'u ;) 


5. Piłka ażurowa JW Hol-ee Roller w rozmiarze L. (KLIK!)
Myślę, że tej piłki nikomu przedstawiać nie trzeba. Kupiłam ją jakiś czas temu w promocji w sklepie Zooexpress. Jest to już nasza druga piłka ażurowa (pierwsza jest firmy Sumplast). Obie sprawdzają się świetnie, są to jedne z ulubionych zabawek Herosa. 


6. Trixie pasta Lachscreme i Laberwurst. (KLIK! KLIK!)
Pierwszy raz mam do czynienia ze smakołykami w formie pasztetu i jestem zachwycona! Obie pasty przyjemnie pachną i smakują prawie jak ludzki produkt ;) Jedna z nich jest łososiowa, a druga ma smak wątróbki. Opakowanie jest wygodne i wydajne, można nagradzać psa wyciskając pastę bezpośrednio z tubki, nie brudząc sobie rąk. Herosowi bardzo smakuje, używam więc pasty jako nagroda specjalna. 


7. Pluszak z Biedronki i szarpak z Pepco. 
Szarpaków nigdy dość - Heros uwielbia się nimi bawić! Biedronkowy lisek ma wszyte piszczałki, szeleszczący ogon i uszy, a nawet amortyzator w środku! Szarpak z Pepco ma postać grubej linki z węzełkami na końcach - taka zabawka jest trwała, nadaje się do szarpania, aportowania a nawet samodzielnej zabawy ;) 


Jak Wam się podobają nasze nowości? Wkrótce na blogu pojawią się recenzje części z nich! Do kolejnego... przeczytania ;)

piątek, 15 kwietnia 2016

Psi spacer odcinek 5 - wybieg dla psów na Wzgórzu Słowiańskim (Wrocław)

Dziś pora na kolejny post z cyklu psi spacer :) Tym razem przetestowaliśmy plac zabaw na Wzgórzu Słowiańskim we Wrocławiu. Wybieg ten odwiedziliśmy kilka razy, głównie w marcu, wraz z naszym psim kolegą - owczarkiem niemieckim Akerem. 

  
Wybieg znajduje się na Wzgórzu Słowiańskim przy ulicy Jedności Narodowej. Z Placu Grunwaldzkiego jest to około pół godziny drogi pieszo. W okolicę wybiegu można dojechać kilkoma liniami tramwajowymi np. 1 ,5, 11, 23. Wybieg sąsiaduje z placem zabaw dla dzieci i jest otoczony niewielkim Parkiem Słowiańskim. Plac powstał w 2014 roku. Ma on powierzchnię ponad 1800 m.kw. Jest ogrodzony i znajduje się na nim kilka drewnianych przeszkód np. hopki, slalom, równoważnie, są też opony i betonowy tunel. Myślę, że elementy te nadają się do użytku przez psy różnej wielkości, jednak najlepiej będą bawiły się te średnie ;) Na terenie wybiegu jest też kilka drzewek, ławki i kosze na śmieci, powierzchnia placu jest pochyła (w końcu jest usytuowany na górce) i pokryta tylko w niektórych miejscach trawą. 




Na placu bywaliśmy między godziną 12 a 15, od poniedziałku do piątku. Czasami wybieg bywa pusty, a czasami jest na nim spore stadko psów i ludzi. Można spotkać tam zarówno małe jak i wielkie psy. Mam wrażenie, że większość odwiedzających to stali bywalcy, znający się przynajmniej z widzenia. To co nie podoba mi się na placu - niemal każdy wchodzi na jego terem bez słowa, bez pytania czy można, czy będzie w porządku... W jednej chwili jest się samemu, a nagle za plecami może pojawić się kilka nieznajomych psów. A nigdy nie wiadomo na jakie psy (i ich opiekunów...) się trafi. Ja osobiście omijałam wybieg, gdy było tam tłoczno - ciężko było by mi pilnować równocześnie Herosa i 6-miesięcznego owczarka, który nie zdaje sobie jeszcze sprawy ze swojej siły i wielkości, nieznającego dobrze podstawowych komend ;) Najlepiej korzystać z placu, gdy jesteśmy na nim sami. 




Moja opinia co do parku jest bardzo pozytywna - jest to spory, bezpieczny teren na którym można poćwiczyć ze swoim psem lub gdzie może pobiegać i pobawić się z innymi czworonogami. Do wybiegu najbardziej pasuje nazwa "plac zabaw", ponieważ tak właśnie jest traktowany przez większość psiarzy - jako miejsce psich zabaw, a nie szkolenia czy nauki pokonywania przeszkód. Heros też w ten sposób z niego korzystał - szalał z Akerem i innymi psami, ale w chwilach gdy było pusto uczyliśmy się np. pokonywania równoważni ;) Kto jeszcze nie był - zachęcam! Moja ocena to 8/10, jest ona bardzo subiektywna, ponieważ tak naprawdę nie mam porównania do innych tego typu miejsc. Dlatego następny przystanek to psi wybieg w Parku Grabiszyńskim! :)

sobota, 9 kwietnia 2016

Kastracja - jak to wyglądało u nas?

Część z Was już pewnie wie, że Heros niedawno został wykastrowany :) Dziś kilka słów o tym, co myślę o kastracji, o samym zabiegu oraz o tym jak Heros zniósł ostatni okres czasu.

Decyzja o kastracji zapadła już dawno temu, jeszcze zanim Heros pojawił się w moim domu. Wiedziałam po prostu, że jednym z wymogów adopcji psa, będzie jego kastracja w odpowiednim wieku :) Umowa adopcyjna zobowiązuje mnie do zrobienia tego zanim pies skończy 1,5 roku. Długo zastanawiałam się nad odpowiednim momentem na zabieg, chciałam aby Heros skończył rok i żebym miała przynajmniej tydzień wolnego, aby w 100% poświęcić mu swój czas. Ostatecznie zdecydowałam się na zabieg w wieku 14 miesięcy, w okresie świątecznym - w czasie kiedy miałam wolne i mieliśmy możliwość przebywania u moich rodziców na wsi, w ciszy i spokoju :)

Niezadowolony Heros pierwszego poranka po zabiegu. 

A co jeśli do kastracji nie zobowiązywałaby mnie żadna umowa? Prawdopodobnie i tak zdecydowałabym się na zabieg. Myślę, że zrezygnowałabym z niego jedynie mając psa rasowego, biorącego udział w wystawach lub gdyby nie pozwalał na to jego stan zdrowia. Kastracja to spora ingerencja w organizm niosąca pewne ryzyko (jak każdy, nawet najmniejszy zabieg chirurgiczny) jednak mający dużo korzyści zdrowotnych. Są także minusy, dlatego decyzja powinna być starannie przemyślana. Dla zainteresowanych polecam np. TEN i TEN artykuł lub rozmowę z weterynarzem :) Oprócz zdrowotnych są też inne, bardzo duże korzyści kastracji, zarówno dla właściciela jak i psa. Przede wszystkim, mając wykastrowanego psa mamy pewność, że nie przyczyni się on do powiększania populacji bezdomnych zwierząt... To dla mnie bardzo ważne, ponieważ działam na co dzień w fundacji pomagającej psom i kotom w potrzebie i wiem, że problem jest bardzo duży :( Nawet będąc odpowiedzialnym właścicielem i mając posłusznego, wychowanego psa lub suczkę może zdarzyć się "wypadek". Druga sprawa to wygoda dnia codziennego - wąchanie i lizanie śladów cieczkujących suczek przez psa jest irytujące, a niektóre psy są przy tym bardzo niespokojne, pobudzone, szczekają lub uciekają, co może być niebezpieczne i skończyć się zaginięciem lub nawet śmiercią. Myślę, że dla samego psa też jest to trudne - może być rozdarty pomiędzy tym, do czego "namawia" go instynkt, a czego tak na prawdę nie rozumie i najczęściej nie może zaspokoić, a swoim właścicielem i posłuszeństwem wobec niego. U suczek cieczka też ma wpływ na zachowanie, a ograniczenie w postaci spacerów tylko na smyczy na pewno im się nie podoba ;) Dlatego dla ułatwienia życia sobie i mojemu psu, w trosce o jego zdrowie - jestem jak najbardziej ZA kastracją!

Śpiąca charcia lampeczka :)

Powracając do samego zabiegu - po podaniu pierwszego zastrzyku Heros bardzo szybko zwymiotował (co jest całkowicie normalne) i zaczął słaniać się na nogach. Po kilkunastu minutach trafił na salę operacyjną, a po kolejnych kilkunastu było już po wszystkim :) Heros dość szybko zaczął się wybudzać, posiedziałam z nim jeszcze trochę w gabinecie, kiedy leżąc pod kocykiem dochodził do siebie. Z gabinetu wyniosłam go na rękach, wróciliśmy do domu samochodem. Właściwie całe popołudnie i wieczór spędził leżąc w łóżku, wydawał się oszołomiony i nieszczęśliwy :( Na pierwszy wieczorny spacer około godziny 19 został wyniesiony na rękach, ale na kolejnym, około godziny 22 biegał już o własnych siłach :) Całkowicie doszedł do siebie następnego dnia, po upływie około doby od zabiegu. W dniu kastracji nic nie jadł (wymioty mogą wystąpić zarówno przed jak i po operacji, za wszystko są odpowiedzialne środki znieczulające) natomiast z jedzeniem następnego dnia nie było problemu. Heros większość czasu spędzał w kołnierzu, dodatkowo na noc przez kilka dni miał zakładany lekki, plastikowy kaganiec ponieważ potrafił dostać się do ranki (wiem o tym, bo zbudziło mnie jego mlaskanie). Nie próbował kołnierza ściągać, chociaż po minie widać było, że zadowolony nie jest, ponadto zahaczał o wszystko co możliwe - drzwi, ściany, poręcze itp. 1-2 dni po kastracji miał już ochotę na bieganie i zabawy, jednak pilnowałam, żeby nie ruszał się zbyt dużo i intensywnie oraz nie biegał po krzakach, gdzie mógłby np. naruszyć szwy :)

Jeden z pierwszych spacerów w kołnierzu :)

Heros miał zabieg robiony metodą przedmosznową, rana nie była duża, tylko lekko zaczerwieniona (wraz z otaczającą skórą, podrażnioną po ogoleniu). Worek mosznowy dzień po zabiegu był opuchnięty, co jest normalne, ale wygląda jak by kastracja wcale się nie odbyła i jądra wciąż tkwiły na swoim miejscu. Opuchlizna zanika po kilku dniach, a worek mosznowy wchłania się całkowicie po upływie kilku tygodni. Na dzień dzisiejszy, 3 tygodnie od operacji, Heros ma jego małą, około 3-centymetrową pozostałość :) Po kastracji trzeba także pamiętać o wizytach kontrolnych u weterynarza, zwykle po około 3 dniach podaje się powtórny zastrzyk z antybiotyku, a po 10 dniach następuje ściągnięcie szwów. W naszym przypadku wykonałam te czynności samodzielnie :)

Tydzień po zabiegu, już można swobodnie biegać! :)

Bardzo cieszę się, że w końcu zdecydowałam się na zabieg i że wszystko poszło dobrze, a Heros nie pamięta już o sprawie :) Jestem ciekawa, czy kastracja przyniesie ze sobą jakieś pozytywne zmiany w zachowaniu - liczę zwłaszcza na to że, Herosa łatwiej będzie opanować w kontaktach z innymi psami i przestanie szaleć na ich widok. Jednak na takie "efekty" trzeba poczekać, pierwsze zmiany mogę pojawić się po około miesiącu, natomiast całkowite uspokojenie organizmu pod względem hormonalnym może trwać nawet pół roku, ponieważ testosteron dość długo krąży we krwi. Czy macie jakieś pytania, doświadczenia lub przemyślenia związane z kastracją? Piszcie śmiało! :)

piątek, 18 marca 2016

Shine in blue! Recenzja kompletu Warsaw Dog

W styczniu zapadła decyzja o zakupie nowych szelek i smyczy. Długo się zastanawiałam co wybrać, aż w końcu zdecydowałam się na zestaw Warsaw Dog (KLIK!). 


Warsaw Dog to stosunkowo młoda firma hand-made, istniejąca od 2015 roku.
Produkuje:
- obroże (z klamrą i półzaciskowe),
- smycze (miejskie o długości 110 lub 180 cm, oraz przepinane o długości 240 lub 300 cm),
- szelki (guard i norweskie),
- breloczki do kluczy.
Wszystkie te akcesoria można zamówić w kilku oryginalnych, nowoczesnych i kolorowych wzorach. Ceny zależne są od rozmiaru i szerokości taśmy. Sam proces zamawiania jest bardzo prosty i przyjemny - wszystko odbywa się poprzez stronę internetową. W razie potrzeby można skontaktować się z ekipą Warsaw Doga'a - Zosią i Kubą, którzy są bardzo pomocni, kontakt jest szybki i przemiły!




Dla Herosa wybrałam zestaw Shine in blue: szelki typu guard w rozmiarze M, oraz smycz przepinaną o długości 300 cm. Szerokość taśmy to 2,5 cm. A dla mnie - breloczek do kluczy w identycznym wzorze :) Wysyłka była błyskawiczna - już po kilku dniach zestaw czekał na nas w paczkomacie (to moja ulubiona forma dostawy)! Produkty były ładnie zapakowane, dostaliśmy ręcznie podpisany liścik, wizytówkę i naklejkę. 


Taśma z jakiej wykonane są szelki i smycz jest stosunkowo sztywna, ale gładka i przyjemna w dotyku, nie chłonie wody, jest odporna na brud i zaciągnięcia. Wzór jest na nią nadrukowany bardzo dokładnie, kolory są wyraźne i soczyste. Zestaw przez prawie dwa miesiące intensywnego użytkowania w każdych warunkach pogodowych wymagał tylko jednego prania! Po praniu taśma wygląda jak nowa.


Szelki posiadają kilka punktów regulacji, dlatego można je idealnie dopasować. Mają mocną i wyprofilowaną klamrę DURAFLEX, na której widnieje logo firmy (jest solidnie nadrukowane i nie ściera się). Wszystkie taśmy są równo i porządnie zszyte. Szelki są wygodne, nie obcierają (mimo braku podszycia), ani nie wchodzą pod pachy. Jedynym minusem jest ich lekkie przekręcanie się na boki. Można to zminimalizować poprzez odpowiednie dopasowanie, ale niestety taśmy po krótkim czasie same się luzują. Dodatkowym, bardzo przydatnym gadżetem jest specjalne miejsce na adresówkę z boku szelek, dzięki temu można uniknąć przypadkowego przypięcia smyczy do zawieszki. Do każdych szelek (a także do obroży) dodawana jest adresówka z logo Warsaw Dog, którą za dodatkowa opłatą można wygrawerować.


Smycz jest dosyć ciężka, co jest zasługą metalowych okuć. Karabińczyki w naszej wersji (taśma 2,5 cm) są spore, za to solidne i niezawodne. Nie zdarzyło nam się aby się zacinały czy samoistnie rozpinały. Nasze są czarne, ale można dobrać je w kilku innych, pięknych kolorach! Niestety farba odpryskuje, co wygląda nieestetycznie (to samo dotyczy kółeczka przy szelkach).



Podsumowując: z zestawu jestem bardzo zadowolona. Po prawie dwóch miesiącach intensywnego użytkowania w każdych warunkach pogodowych, zarówno w mieście jak i na polach czy w lasach, na spacerach smyczowych i luźnych, w trakcie zabaw z innymi psami... komplet wciąż wygląda niemal jak nowy (nie licząc okuć). Prawdopodobnie kiedyś skuszę się na kolejny zestaw od Warsaw Dog'a! Polecam! :)